Rok 2021 jest potrójną rocznicą związaną z lubartowskim rodem Sanguszków.

Przede wszystkim w tym roku przypada 270. rocznica uroczystości pogrzebowych Księcia Pawła Karola, ale również to rok 240. rocznicy śmierci Jego syna– Józefa Paulina, dziedzica Lubartowa oraz 230. rocznicy śmierci trzeciej żony Pawła Karola i jednocześnie matki Józefa – Księżnej Barbary z Duninów Sanguszkowej.

Te trzy rocznice w połączeniu z zasługami rodu Sanguszków dla naszego miasta skłaniają, by nazwać ten rok– Rokiem Sanguszków w Lubartowie.

Z tego też powodu Muzeum Ziemi Lubartowskiej przygotowuje specjalną ekspozycję w salach wystawowych.
Dzisiejszym tekstem chcemy również zapoczątkować cykl poświęcony lubartowskim Sanguszkom.
Artykuł będzie stale aktualizowany, zachęcamy do śledzenia.

Pogrzeb
Księcia
Pawła
Karola
Sanguszko

Książe Paweł Karol Sanguszko, marszałek wielki litewski, kawaler Orderu Orła Białego, dziedzic ogromnych dóbr na Wołyniu i w Koronie, ojciec rodu, zmarł w swoich dobrach na Wołyniu w kwietniu 1750r. Śmierć przyszła niespodziewanie, choć książę niedomagał już od jakiegoś czasu. Wyjeżdżając z Zasławia na sejm do Warszawy zatrzymał się w Zahajcach i tu zakończył życie. Jak informowała żona Barbara w liście do króla Augusta III – stało się to 14 kwietnia o godz. 11.30.

Kazania wygłoszone w trakcie uroczystości pogrzebowych przytaczały widome oznaki zbliżającej się śmierci, jak nagłe zsunięcie się pierścienia z palca czy zgaśnięcie świecy podczas mszy świętej. Książe, wyjechawszy ostatni raz z Zasławia do Białogródki, miał rzec do jednego ze znajomych: „kochany przyjacielu, podobno już się więcej nie obaczymy, serce mi coś dyktuje, ale niech Bóg czyni ze mną, co wola święta jego, jam gotów …”. Z tego też powodu Książe Paweł Karol miał wozić ze sobą testament, który zresztą często poprawiał. Ostatni kodycyl spisany był właśnie w Zahajcach 12 kwietnia 1750 r. Już na łożu śmierci przyjął komunię św., pożegnał się z żoną i najstarszym synem, któremu nakazał, aby był jak ojciec dla młodszego rodzeństwa. Wieści o jego śmierci rychło obiegły kraj a Księżna Barbara zaczęła otrzymywać listy z kondolencjami. Plenipotenci i zarządcy podjęli starania o zabezpieczenie majątków. Jednocześnie też rozpoczęto przygotowania do uroczystości pogrzebowych.

W testamencie Książe Paweł Karol wyraża wolę, aby „ciało moje grzeszne po skonaniu moim, czasu nie przedłużając, w kościele Wielebnych Ojców kapucynów lubelskich, fundacji mojej, złożone i pochowane było, o to zaś upraszam, aby przy pogrzebie tym żadnej niepotrzebnej światowej nie było pompy, ale po prostu według przystojności chrześcijańskiej, przy jak najwięcej Mszy Świętych dla ratunku duszy mojej odprawienie, rozdanie hojnej dla ubogich elemozyny (jałmużny) i innych pobożnych uczynkach według obrzędu Kościoła Katolickiego, aby się odprawił ten pogrzeb bez kazań”.

Jednakże pogrzeb marszałka wielkiego litewskiego musiał otrzymać stosowną do jego pozycji społecznej oprawę. Przede wszystkim sprowadzono ciało Księcia do Lubartowa. Stamtąd 25 maja 1750 r. – o czym donosił Kurier Polski – w asyście piechoty węgierskiej i nadwornej rajtarii, przy licznej obecności senatorów, duchowieństwa: prałatów, kanoników, zakonów, przedstawicieli najznaczniejszych rodów, oficjalistów i urzędników, a także magistratu i obywateli m. Lublina nastąpiła eksportacja ciała do kościoła O. Kapucynów przy Krakowskim Przedmieściu. Aż do godz. 14.00 kolejnego dnia nieustannie odprawiano w intencji zmarłego msze św. we wszystkich lubelskich kościołach. Było to jednak zaledwie preludium do właściwych uroczystości pogrzebowych…

Sarmacki
pogrzeb

Właściwy pogrzeb Księcia wymagał żmudnych przygotowań i stosownej oprawy, godnej tej rangi osobistości. Pod osobistym nadzorem księżnej wdowy i wydatnej pomocy architekta rodu Sanguszków Pawła Fontany całość przygotowywał jezuita ks. Paweł Giżycki. To on zaprojektował oprawę pogrzebu i wystrój świątyń, w których odbywały się uroczystości – kościoła Kapucynów w Lublinie oraz parafialnego kościoła św. Anny w Lubartowie. Dekoracja rzeźbiarska wykonana przez wybitnego późnobarokowego artystę Jana Eliasza Hoffmana oraz rzeźbiarzy z jego pracowni była jedną z najokazalszych w tym okresie w Rzeczypospolitej. Szczegółowy przebieg uroczystości pogrzebowych znamy dzięki opisowi autorstwa księdza Pawła Giżyckiego w dziele, wydanym prawdopodobnie jeszcze w roku 1751 w lubelskiej drukarni zakonu jezuitów a noszącym tytuł: Bieg życia chwalebny… P.J.O. Xiążęcia J Mści Pawła Karola, Olgierdo Lubartowicza Sanguszka (…).

Lubelska część uroczystości odbyła się w dniach 24-26 maja 1751 r. przy Krakowskim Przedmieściu, gdzie znajdował się kościół i klasztor Kapucynów, fundowany właśnie przez Księcia Sanguszkę. W podziemiach tego kościoła w specjalnej krypcie grobowej spoczywały już dzieci Pawła i Barbary Sanguszków: Konstancja (zm. 1737), Antoni (zm. 1738), Michał Ignacy (rok śmierci nieznany) i Krescencja (zm. 1750).

Na ostatnie pożegnanie Księcia Pawła Karola tłumnie zjechali dostojni goście z całej Rzeczypospolitej. Według Giżyckiego przybyło ponad sto karet. Liczba przybyłych by pożegnać Księcia była tak duża, że na placu przed kościołem, dosyć przestronnym na co dzień, trudno było się przecisnąć. Ksiądz P. Giżycki wymienia 12 biskupów katolickich i unickich, 24 prałatów i kanoników, licznych dziekanów, proboszczów i plebanów, a ponadto 18 zakonów, których przedstawiciele brali udział w uroczystościach. Zjechali również członkowie znamienitych rodów Rzeczypospolitej, reprezentanci wielu znaczących urzędów i godności. Autor relacji wymienia 33 rody skoligacone z Sanguszkami a ponadto imiennie 7 urzędników centralnych i dworskich, 7 wojewodów, 9 kasztelanów, 8 starostów i wielu urzędników, dygnitarzy, oficjalistów z różnych województw, ziem i powiatów jak również przedstawicieli wojska koronnego i litewskiego.

Goście ci wzięli następnie udział w uroczystościach lubartowskich odbywających się w dniach 27–28 maja 1751 r. Miasto było ulubioną siedzibą ks. Pawła Karola, dlatego też zażyczył on sobie, by jego serce i język spoczęło w krypcie grobowej w kościele św. Anny. Świątynia została specjalnie przygotowana i przystrojona według projektu ks. P. Giżyńskiego.

Jak stwierdzał projektant: „Kościół sam przez się piękny i ozdobny, apparencyi pogrzebowej tak dalece nie potrzebował”. Przy filarach kościelnych ustawiono jedynie dodatkowe oświetlenie oliwne. Sam katafalk, bogato zdobiony herbami rodowymi, symbolami władzy i godności książęcej (mitra i laski marszałkowskie oraz  order Orła Białego nadany Księciu przez króla) ustawiono na przedłużeniu prezbiterium w centralnej części kościoła tak, że stanowił jakby pierwszy element ołtarza. W  najwyższej jego części  umieszczono urnę z sercem Księcia.

W zgodzie z manierą baroku zadbano o artystyczny wyraz całej kompozycji – połączenie bieli ścian, barokowych, pełnych ekspresji posągów Ojców Kościoła ze złotem i karmazynem adamaszkowych i atłasowych materii, przetykanych muślinem i woalem, oświetlanych blaskiem licznych lamp oliwnych musiało robić na wiernych ogromne wrażenie.

Na powitanie zjeżdżających się do Lubartowa wieczorem 27 maja 1751 r. żałobników rozległy się dzwony w pobliskich kościołach. Wczesnym rankiem następnego dnia, jeszcze przed wschodem słońca oddano salwę z kartaczy na pobudkę i rozpoczęto odprawianie nabożeństw żałobnych za duszę Księcia. Aż do południa nieustannie modlono się przy 15 ołtarzach. Jako pierwsi zaczęli Ojcowie Kapucyni a po nich kolejno przedstawiciele innych zakonów. Główne nabożeństwo rozpoczęło się po salwie z kartaczy i biciu dzwonów kościelnych o godzinie 12.00. Sumę wraz z requiem celebrował koadiutor biskupstwa kijowskiego Kajetan Sołtyk. Na jej zakończenie kazanie wygłosił kanonik kijowski i proboszcz zasławski ks. Jędrzej Tokarski. Po czym przedstawiciel Kościoła (archidiakon chełmski), reprezentanci wielkich rodów magnackich (kanclerz Małachowski oraz wojewodowie z rodu Sapiehów) a także syn zmarłego, młodziutki Książę Józef Paulin w asyście dworzan przenieśli urnę z sercem Księcia do krypty przy kaplicy św. Agaty. Koniec uroczystości uwieńczył obiad podawany około godziny piętnastej w pałacu znajdującym się nieopodal kościoła.

W trakcie uroczystości zarówno lubelskich, jak i lubartowskich wygłoszono szereg kazań i mów pożegnalnych. Były one istotnym elementem całości uroczystości. Miały za zadanie „osadzić w pamięci wiecznej Bogu i światu przykładnie żyjących ludzi, aby ich cnota wstępowała w następców”. Dlatego eksponowano w nich cnoty obywatelskie i zalety osobiste zmarłego, wychwalano jego życie duchowe, religijność, działalność fundacyjną i charytatywną. Przejawiało się to – zdaniem mówców – w łaskawym podejściu do poddanych, których „nie grabił, nie zamykał w kajdany, nie zabierał im majętności, za to opiekował się ubogimi i słabszymi.Za wzór stawiano również małżeństwa Księcia jako „cud miłości i wielką raritas dobrego pożycia”. Sporo uwagi poświęcano ostatnim chwilom Księcia. Jego opanowanie, pogodzenie z tym co nieuchronne, przygotowywanie się do śmierci mogło być także piękną lekcją dla innych.

Cała uroczystość pogrzebowa Pawła Karola Sanguszki była swoistym sarmackim teatrem z udziałem szerokiej grupy uczestników – widzów tej inscenizacji. Jej rozmach, przepych, bogactwo zarówno w wystroju artystycznym, jak i wygłoszonych mowach, pożegnaniach i kazaniach, okolicznościowe wydawnictwa a w końcu pomnik upamiętniający zmarłego, nie miały sobie równych. O tym pogrzebie rozprawiano i pamiętano jeszcze przez wiele lat.

Józef
Paulin

Był najstarszym z żyjących synów książęcej pary Pawła Karola i Barbary Sanguszków. Przyszedł na świat 22 czerwca 1740 r. w Kolbuszowej. Wychowywał się otoczony troskliwą opieką mamek, bon, guwernerów na dworze lubartowskim a mówiąc precyzyjniej w tzw. pałacyku zbudowanym w pobliskim Szczekarkowie. Młodzi Sanguszkowie dopiero osiągnąwszy stosowny wiek mogli się pojawiać w pałacu.

Pierwsze publiczne wystąpienie Księcia nastąpiło w trakcie uroczystości pogrzebowych ojca w 1751 r., kiedy to wspólnie z przyrodnim bratem Januszem Aleksandrem w imieniu rodziny podejmował gości, przybyłych na uroczystości do Lublina a następnie Lubartowa. Wygłosił wówczas w imieniu swoim i młodszego rodzeństwa mowę pożegnalną, apelując o pomoc i opiekę dla małoletnich potomków zmarłego Księcia. Było to o tyle istotne, że majątek lubartowski uzyskał, administrujący nim książę Paweł Karol na drodze porozumienia z synem Januszem, dziedziczącym po matce Mariannie ogromne włości Lubomirskich. Można było w latach 1750 – 1751 roku mieć obawy, czy książę zechce respektować zawarte niegdyś układy i rozciągnąć je na przyrodnie rodzeństwo. Wprawdzie w roku 1752 księżna Barbara podpisała z pasierbem dokument potwierdzający ważność zawartych wcześniej umów ale z uwagi na dość swobodny tryb życia młodego księcia należało pilnować majątku pozostałych książąt.

Księżna Wdowa zadbała o właściwe dla dzieci wykształcenie, zaczynając od edukacji domowej prowadzonej przez starannie dobranych receptorów i nauczycieli a w końcu edukację w kolegium na terenie Rzeczpospolitej oraz wyjazd za granicę. Wysyłanie synów magnackich nawet na kilka lat do krajów Europy zachodniej było od dawna ważnym elementem edukacji – dość wspomnieć, że również Książę Paweł Karol odbył taką podróż do Francji, Włoch, krajów niemieckich i Anglii.

 Ważną rolę w organizacji kształcenia dzieci książęcych odgrywał płk Wojciech Jakubowski, osoba wykształcona, o szerokich horyzontach, otwartym umyśle i rozległych kontaktach politycznych i towarzyskich. Czuwał on nad postępami młodych Sanguszków, często ich odwiedzał, doglądał edukacji, pomagał w angażowaniu nauczycieli języka francuskiego, włoskiego, muzyki czy tańca. Guwernerem książąt został po długich poszukiwaniach Francuz Cesar F. Pyrrhys de Varille, który od połowy lat 50. zajmował się ich edukacją, najpierw w Lubartowie i Zasławiu a potem w Warszawie u ks. Stanisława Konarskiego w nowo powołanym Collegium Nobilium.

Księżna Barbara wspierała również dzieci w dalszym, już dorosłym życiu w kwestiach pozyskiwania godności i stanowisk, jak również w sprawach wyboru małżonków. Józef Paulin już w roku 1753 otrzymał – podobnie jak niegdyś ojciec – starostwa krzemienieckie i czerkaskie a pięć lat później został posłem na sejm walny z województwa kijowskiego. Posłował w kolejnych latach regularnie. W 1760 r. otrzymał też godność marszałka litewskiego (po ojcu i przyrodnim bracie). Związany z obozem tzw. Familii, uczestniczył w elekcji Stanisława Augusta. Przez następne lata zaangażowany był mocno w politykę rozgrywaną na terenie RP ze znacznym już wówczas udziałem Rosji. Dla Sanguszków posiadających dobra na Ukrainie kwestie te były ogromnie ważne, dlatego też w okresie konfederacji barskiej Księżna, przebywająca z córkami w Gdańsku, dyskretnie wspierała konfederatów, jedocześnie szukając pomocy i ochrony dla swoich majątków.

Książę Józef Paulin ożenił się 31 lipca 1774 r. z Anną z Cetnerów, córką wojewody bełskiego. Ślubu młodej parze, odbywającego się w Krakowcu koło Lwowa, udzielał biskup warmiński ks. Ignacy Krasicki, krewny panny młodej. W 1775 r. para doczekała się potomka – Romana.

Książę Józef był już wówczas prawowitym właścicielem dóbr lubartowskich, którymi w okresie małoletności potomków Pawła Karola zarządzała Barbara Sanguszkowa. W 1774 r. doszło do porozumienia i podziału majątku między synów. Józef Paulin otrzymał m.in. klucz lubartowski oraz dobra w województwach lubelskim i ruskim a także ziemi przemyskiej, w sumie: 10 miast, 87 wsi, 3 folwarki i 25 zaścianków. Faktycznie zarządzał dobrami lubartowskimi zaledwie kilka lat, kontynuując dzieło ojca. Dalszą przebudową objęto pałac, w tym wejście i klatkę schodową. Powstały wytworne apartamenty i gabinety, prawdopodobnie również sala teatralna. Książę za przykładem ojca uporządkował sprawy własności w mieście, zachęcał mieszkańców do rzemiosła i handlu, zwolnił od danin wprowadzając czynsz pieniężny.

Książę zmarł niespodziewanie 12 maja 1781 r. w Krakowcu wskutek wypadku na polowaniu. Nie zdążył dokończyć fundacji kościoła i szpitala w Rudnie, co zrealizowała kilka lat później jego żona Anna. Podobnie, jak było w przypadku Księcia Pawła Karola, jego ciało sprowadzono do Lublina i 28 lipca 1781 r. pochowano w kaplicy grobowej w kościele Kapucynów. Jak pisał w swoim Opisaniu miasta Lubartowa Gracjan Wereżyński: Książę „na dowód, że miasto to było Sercu jego najdroższem… kazał pochować własne swe serce w kościele parafialnym lubartowskim”.

Syn Roman znalazł się pod opieką matki Anny z Cetnerów oraz stryjów Hieronima i Janusza Modesta. Dużo uwagi poświęcała mu babka – księżna Barbara. Z jej inspiracji guwernerem małego księcia został Franciszek Karpiński, który opiekował się chłopcem także w trakcie jego nauki w kolegium pijarów. Pisał o nim wówczas: „najpiękniejszy chłopiec w Warszawie”. Niestety książę Roman zmarł niespodziewanie w wieku 15 lat w 1790 r. Tym samym ta gałąź rodu Sanguszków, właścicieli Lubartowa wygasła. Dobra w drodze porozumienia przypadły najmłodszemu z synów Pawła Karola – Januszowi Modestowi.

Ksiaze-Jozef-Paulin-Sanguszko

Pewna
dama
polska

Barbara Urszula Sanguszkowa- małżonka Księcia Pawła Karola pochodziła ze znanego od czasów średniowiecza rodu Duninów. Wychowywała się na dworze macochy Heleny, wnuczki pisarza Wacława Potockiego i jej drugiego męża, syna poety barokowego Stanisława Morsztyna. Otrzymała staranne wykształcenie a pobyt w otoczeniu największych znakomitości intelektualnych ugruntował jej wiedzę i zainteresowania, pozwalając na zdobycie ogłady towarzyskiej i wyrobienie znajomości w kręgach kulturalnych ówczesnej RP.

W wieku niespełna 17 lat została żoną magnata Pawła Karola Sanguszki. Przeżyli razem 15 lat. Barbara urodziła 10 a jak chcą niektórzy 11 dzieci, z czego sześcioro dożyło wieku dorosłego. Została wdową w wieku 32 lat. W przeciwieństwie do wielu współczesnych sobie nie zdecydowała się na ponowne małżeństwo.

Przez kolejne lata życia zajmowała się zarządzaniem ogromnym majątkiem, inwestowaniem, fundacjami, remontami i przebudową rodowych siedzib, wychowaniem i edukacją dzieci a potem wspomaganiem ich w karierach politycznych i mariażach. Idąc za przykładem męża utrzymywała szerokie kontakty polityczne i towarzyskie ze wszystkimi liczącymi się środowiskami. Jeździła na sejmy i trybunały. Znajdowała przy tym wszystkim czas na rozwijanie swoich zainteresowań. „Kochała stroje, budowała pałace, organizowała bale, przedstawienia teatralne, koncerty i iluminacje. Sprowadzała z Francji książki, wino, karety i wszelkie techniczne nowinki”. W Szymanowie urządziła modny w tym czasie gabinet osobliwości przyrodniczych. Rezydencja urządzona w stylu sentymentalnym otoczona była wykwintnym ogrodem w stylu włoskim. Barbara lubiła konne przejażdżki i polowania. Tradycją dworu Sanguszków stały się coroczne „barbarowinki” – hucznie obchodzone, trwające czasem kilka dni imieniny Księżny, organizowane przez nią samą a pod koniec życia przez jej synów i zięciów. Bywali wszyscy i świetnie się bawili nawet, gdy nie było z nimi solenizantki. Z okazji urodzin i imienin Księżnej powstawały Jej dedykowane, wierszowane życzenia. Wiele z nich zachowało się do dnia dzisiejszego.

W Lubartowie, Zasławiu a pod koniec życia także w Warszawie i Szymanowie prowadziła bardzo popularny w tym okresie salon towarzyski. Bywali u niej wszyscy wielcy: przedstawiciele rodów magnackich, duchowni z biskupem Ignacym Krasickim na czele, literaci i artyści z Muzą Sarmacką – Elżbietą Drużbacką, Kasprem Rogalińskim, Celestynem Czaplicem i wielu innymi. Ona pełniła rolę gospodyni, inspiratorki spotkań, rozmów i zabaw intelektualnych. To wówczas powstawały zabawne epigramy, dialogi, ody, sonety i pieśni. Niektóre drukowano w ówczesnych gazetach typu: „Monitor”, „Zabawy przyjemne i pożyteczne”, a czasem wydawano luzem, właśnie z inspiracji Księżnej. Ona sama też nie stroniła od takich prób. Zresztą była uznaną tłumaczką z języka francuskiego i autorką. Publikowała jako Dama, Pewna dama polska czy Pewna zacna weteranka. Jedna z jej książek „Nauka matki córce swojej idącej za mąż dana” cieszyła się znacznym zainteresowaniem i kilkakrotnie ją wznawiano. Wiele z tekstów powstałych w trakcie spotkań u Księżnej Barbary zawiera Sylwa rerum  de Lubartów, rękopiśmienna księga zapoczątkowana jeszcze w czasach Pawła Karola i kontynuowana w latach 50. i 60. XVIII wieku. Sylwy zwane domowymi bibliami były bardzo popularną formą zapisków, prowadzonych w tym czasie w określonych kręgach. Zawierały informacje o najważniejszych wydarzeniach lokalnych i rodzinnych (narodzinach, ślubach, śmierci ), ale także zasłyszane plotki, ciekawostki, dowcipy, przepisy kulinarne, wreszcie próbki literackie. Sylwa lubartowska to około 450 stron rozmaitych tekstów, w języku polskim i francuskim, czasem tłumaczonych przez samą Księżną. Pisywały tu również dzieci książęce zwłaszcza Hieronim, Anna i Kunegunda.

Barbara zasłynęła z licznych fundacji kościelnych i klasztornych, setki kościołów wyposażyła w sprzęty liturgiczne, organizowała uroczystości, wystarała się o bullę papieską zezwalającą na nowe odpusty dla parafii w Szymanowie. Wspierała materialnie liczne zakony, szpitale i przytułki. Swój pałac w Grodnie udostępniła na potrzeby Szkoły Rycerskiej.

Pod koniec życia, kiedy to zamieszkała w Warszawie tworzyła wraz z Bona Granowską i jej siostrą Marią Lanckorońską „trójcę świętą” pań znanych z pobożności i filantropii. Zasłynęły one m.in. z pomocy księdzu Gabrielowi Baudouin, francuskiemu misjonarzowi który organizował – istniejący do dziś- w Warszawie zakład opiekuńczy dla porzuconych dzieci.

Barbara przeżyła 73 lata. W ostatnich miesiącach mocno niedomagała. W pierwszych dniach września 1791 r. rodzina była już mocno zaniepokojona. Stan Księżnej był już bardzo poważny a ona wręcz słabła w oczach. Zmarła w Warszawie w otoczeniu najbliższych, w spokoju, z krzyżem w ręku dn. 2 października 1791 r. Organizacją pogrzebu i wypełnieniem testamentu zajął się syn Hieronim. Po dwutygodniowych przygotowaniach w dniach 13 – 15 października odbył się pogrzeb. Wzorem męża i syna Księżna zażyczyła sobie, by jej ciało spoczęło w krypcie Sanguszków w Lublinie a serce – w kościele parafialnym w Lubartowie. Zachował się dokładny opis uroczystości pogrzebowych w suplemencie do Gazety Warszawskiej z października 1791 r. Wynika z niego, że ciało przetransportowano z Warszawy do Lubartowa. Już od granic włości lubartowskich kondukt witali mieszkańcy – włościanie i mieszczanie, w tym spora grupa ludności pochodzenia żydowskiego „dającej najckliwsze żalu dowody”. Po zachodzie słońca trumna z ciałem Księżnej w otoczeniu księży i ojców Kapucynów niosących zapalone świece ruszyła w kierunku kościoła. Tu witał ją miejscowy proboszcz ks. kanonik Paweł Wilczyński. Po całonocnym czuwaniu, po odprawieniu „licznych mszy św.” urnę z Sercem Księżnej pochowano w kościele a pod wieczór ruszono do Lublina. Tam kolejnego dnia w kościele Kapucynów odbył się pochowek ciała.  „Niech pełna cnót i zasług Księżna wieczne od Boga zastępów odziedzicza nagrody” – kończy swą relację korespondent Gazety Warszawskiej.

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Zachęcamy do zapoznania się z Polityką prywatnościRegulaminem.